Rozbrat ze Świadkami

24 czerwca 2002 r. we wszystkich wspólnotach wywieszono na tablicach ogłoszeń list z polskiej centrali Świadków Jehowy w Nadarzynie. Podziwiano w nim decyzję Magdy. Jako jeden z pierwszych w Złotoryi list przeczytał 44-letni Waldemar G., który od 1997 roku był przewodniczącym nowo powstałego zboru. Starszą wspólnotą kierował Piotr B. Mężczyźni spotykali się sporadycznie, czasem odwiedzali się w domach. W 2001 r. obie grupy postanowiły się połączyć, mając przed sobą wspólny cel – budowę Sali Królestwa. W kilkuosobowym gronie kierowniczym znaleźli się szefowie obydwu zborów. Waldemar G. zgłosił swoją kandydaturę do funkcji koordynatora budowy.
– Jako ojciec pięciorga dzieci nie będzie w stanie pogodzić pracy szefa inwestycji, agenta ubezpieczeniowego i głowy rodziny – wyraził wątpliwości Piotr B., z zawodu psycholog.
Opinia ta nie miała większego wpływu na decyzję starszyzny, która w demokratycznym głosowaniu mianowała Waldemara nadzorcą. W jego sercu pojawiła się jednak zadra wywołana słowami brata. Po trzech latach miał już w tym miejscu dziurę. Odtąd każde, nawet biblijne przesłanie Piotra uważał za atak wymierzony w siebie i rodzinę. Z czasem przestał podawać mu na przywitanie nawet rękę, rzucał w jego stronę groźby. Wściekł się, gdy ten publicznie powiedział, że koordynator nie powinien ubezpieczać budowy w swojej firmie, bo to nieetyczne.
Prośby Piotra, aby wyruszył z nim w pojednawczą służbę polową, spotykały się z konsekwentną odmową. Na budowie też nie działo się najlepiej. Po roku komitet pozbawił Waldemara G. funkcji kierowniczej. Niedługo potem Piotr B. dzielił się z mediami informacją, że prace dobiegły końca. Dwupiętrowy obiekt powstał w zaledwie 30 weekendów dzięki pracy 120-osobowego zboru.
2 maja 2004 r. w nowej Sali Królestwa odbywało się spotkanie zboru. Waldemar G. podczas wystąpienia Piotra B. ostentacyjnie wyszedł w towarzystwie żony i dwójki dzieci. Pojechał do rodziców w sąsiednim miasteczku i już po drodze zaczęła się w nim gotować krew. Ponieważ matka skarżyła się na kalekiego męża alkoholika, Waldemarowi całkiem puściły nerwy. Popchnął ojca i zdzielił go w twarz, po czym krzyknął, że nigdy więcej tu nie przyjedzie.
W Złotoryi wysadził rodzinę koło domu, a sam pojechał w kierunku sali zboru. Zgasił silnik, wyjął z bagażnika młotek murarski i wyruszył na nocne odwiedziny. Po godz. 22 nadjechał samochodem Piotr.
– Co tu robisz? – zapytał Piotr i wyciągnął rękę na przywitanie.
– Miarka się przebrała – usłyszał, zanim otrzymał pierwszy cios.
Anita zasłoniła męża przed kolejnym. Gdy upadła, razy posypały się na głowę mężczyzny. Przewrócił się na plecy, a tryskająca z twarzy krew pobrudziła koszulę Waldemara. Wtedy zakończył swój Armagedon, uznając, że sprawiedliwości stało się zadość. Wrzucił młotek do pobliskiej rzeki i poszedł na komisariat oświadczyć, że prawdopodobnie zabił dwoje ludzi. W czasie postępowania karnego Waldemar G. wysłał do Piotra kosz kwiatów z życzeniami zdrowia oraz list do braci w wierze. Pisał w nim m.in. „Mam świadomość, iż mimo uzyskania przebaczenia Bożego nie uniknę konsekwencji mojego wykroczenia”.
Sąd Rejonowy w Złotoryi skazał go na 2,5 roku pozbawienia wolności, mimo że oskarżony przedstawiał się w krystalicznym świetle: „Podnosiłem poziom moralny życia ludzi poprzez publiczną bezpłatną edukację i nauczanie zasad oraz wartości z poszanowaniem dla zdrowia i życia. Stawałem w obronie krzywdzonych i słabszych”.
Niedawno Waldemar G. wyszedł na warunkowe przedterminowe zwolnienie.
– We wrocławskim więzieniu ciągle spełniałem swoją misję – mówi. – Nauczałem prawd Pisma, na które właśnie w takim miejscu jest szczególne zapotrzebowanie. Nadal chodzę na zebrania w zborze, mimo że zostałem wykluczony.
W Sali Królestwa Waldemar G. spotyka Piotra, który ma wciśniętą czaszkę, cierpi na podwójne widzenie i bierze tabletki przeciwko padaczce pourazowej. Waldemar G. nie rozumie, dlaczego Piotr nie chce okazać mu miłosierdzia. Przecież łączą ich więzi religijnego braterstwa.
Rozbrat ze Świadkami
W zborze Nowa Dęba list z Nadarzyna o śmierci Magdaleny przeczytał również będący w randze starszego Marek Boczkowski. Dowiedział się wtedy, że w pogrzebie Magdy wzięło udział ponad 1000 osób, a na poczęstunek przyszło 200. Nie zdawał sobie jeszcze wówczas sprawy, że już niedługo będzie niekwestionowanym specjalistą w zakresie krwi.
Jego kariera rozwijała się błyskawicznie. W wieku 21 lat został Świadkiem Jehowy. Rok później pełnił już funkcję sługi pomocniczego, a po kolejnym roku – starszego i sekretarza. Przemawiał na zgromadzeniach obwodowych, specjalnych i okręgowych, uczestniczył w kursach Służby Królestwa, przez jego ręce przechodziły tajne materiały towarzystwa. Jeden z nich zawierał wytyczne zalecające usunięcie literatury zborowej wydanej przed 1960 rokiem. Został członkiem jednego z 15 polskich Komitetów Łączności ze Szpitalami, które istnieją w 65 krajach. W czasie przygotowywania wykładu „Świętość życia i krwi” natknął się na „pewne pozorne niekonsekwencje i sprzeczności” – pisał w maju 2002 roku do centrali w Nadarzynie. Tak zaczął się jego rozbrat ze Świadkami.
Chciał, żeby mu wytłumaczono sens zakazu przyjmowania krwinek płytkowych, które stanowią zaledwie 0,17 proc. objętości krwi i jest ich dużo więcej w przeszczepianej nerce (który to zabieg jest przez Świadków Jehowy powszechnie akceptowany) lub szklance mleka.
– Czy nie jest nieuczciwe korzystanie np. z jednej porcji czynnika krzepnięcia, wyprodukowanej z osocza 2500 dawców, podczas gdy sami nie oddajemy ani jednego grama krwi? – pytał starszyznę.
Chciał zrozumieć, dlaczego dopuszcza się podawanie braciom substancji przyspieszającej powstawanie czerwonych krwinek (EPO), skoro wszyscy wiedzą, że działa ona dopiero po 10 dniach. Dla wielu jest już wtedy za późno.
– Jednostka EPO kosztuje ponad 1000 euro – mówi. – Czasem pieniądze na ten cel zbiera kilkanaście zborów, nie mając świadomości, że w przypadkach krytycznych jest to tylko pozorne działanie.
Władze towarzystwa nie odpowiadały na pytania Marka Boczkowskiego. Tymczasem on chłonął wiedzę jak gąbka. Również tę zakazaną. Już jako szeregowy członek Świadków Jehowy czytał rocznie 3000 stron publikacji towarzystwa. Sięgał do coraz starszych broszur i odkrywał zagadnienia, które nijak nie pasowały do głoszonych obecnie koncepcji.
– W dopuszczeniu do użycia szczepionek z surowicy doliczyłem się siedmiu zmian. Tyle razy Ciało Kierownicze otrzymywało z nieba nowe światło. Nikt jednak nie podawał ilu ludzi musiało umrzeć z powodu czyjegoś widzimisię – mówi Marek.
W starych broszurach towarzystwa wynajdywał zalecenia, aby nie używać aluminiowych naczyń kuchennych, bo powodują szaleństwo i wściekliznę. Albo ostrzeżenia, że aspiryna powoduje choroby serca, a „pozwolenie na wycięcie migdałków jest gorsze niż popełnienie samobójstwa nożem”.
Mętne odpowiedzi z centrali utrwaliły go tylko w przekonaniu, że wiara, którą popierał przez tyle lat, pozbawiła życia tysiące ludzi. W lutym 2004 r. oświadczył pisemnie: do widzenia. Od tego czasu współbracia ze zboru ostentacyjnie przechodzą na drugą stronę ulicy, gdy go widzą.
Boczkowski z wieloma byłymi Świadkami Jehowy tworzy grupy wsparcia dla tych, którzy boją się miana odszczepieńców. W witrynach internetowych tłumaczy obcojęzyczne artykuły i nagłaśnia to, co Ciało Kierownicze starało się latami ukryć. Uruchomiono nawet specjalny portal dla wykluczonych.
Byli Świadkowie Jehowy stworzyli wspólnotę złożoną z członków Zrzeszenia Wolnych Badaczy Pisma Świętego, Świeckiego Ruchu Misyjnego Epifania, Chrześcijańskich Badaczy Biblii, Adwentystów Dnia Siódmego, zielonoświątkowców, katolików, protestantów. Spotykają się na sympozjach. Chcą być na bieżąco, choć jeszcze nie wiedzą, po co.
Słownik świadków Jehowy
Babilony– święta katolickie
Bałwany – krzyże, figury i obrazy chrześcijańskich świętych
Emblemat – chleb i wino używane podczas Pamiątki Jezusa Kozły – osoby, które zgina w Armagedonie
Owoc – formularz, do którego wpisuje się dane z głoszenia Prawdy
Siostra – człowiek płci żeńskiej
Symbol – chrzest
Światus – pogardliwe określenie kogoś spoza zboru
Babilon Wielki – wszystkie religie poza świadkami Jehowy
Być w prawdzie – być świadkiem Jehowy
Służba polowa – głoszenie Słowa Bożego w terenie
Autor: Agnieszka Malik
KONIEC
|
|
|
|
|
Reportaż tygodnia
Najlepsze reportaże
Fałszywe tropy
Literatura faktu
Prosto z sądu
Fotoreportaż
Nasza kartoteka
Szkółka reporterska
|
|