Reportaż arrow swiadkowie-jehowy arrow koniec świata


Koniec świata


Image

Polskę oplata sieć 1799 zborów i ciągle powstają nowe. Spotkania wspólnot organizowane są najczęściej trzy razy w tygodniu w tzw. Salach Królestwa. Na całym świecie zebrania mają podobny przebieg. Przypominają szkolenia, podczas których słuchacze przyswajają odpowiedni materiał metodą pytań i odpowiedzi. Porusza się tematy wyznaczone przez zarządzających.

Sale Królestwa też są niemal identyczne: równo ustawione rzędy krzeseł, mównica i ściany bez obrazów, tylko z biblijnym hasłem przewodnim na dany rok. Przy drzwiach wiszą dwie skarbonki: na potrzeby zboru i całego towarzystwa. Datki z tej drugiej trafiają do centrali w Nowym Jorku, gdzie rezyduje „Niewolnik wierny i roztropny”, czyli Ciało Kierownicze. Od 1999 r. prowadzony jest program pomocowy, z którego skorzystali już Świadkowie w 116 krajach o trudnej sytuacji ekonomicznej, czyli ponad połowa zborów na świecie. Dzięki niemu w ciągu pięciu lat powstało 9000 Sal Królestwa, co daje średnio ponad pięć budynków dziennie. Największe centrum kongresowe w Europie zajmuje siedem hektarów. Hala we wsi Niwka koło Sosnowca, mieszcząca 2442 osoby, i zadaszony amfiteatr dla 6400 ludzi powstały ze składek wyznawców.

W „Strażnicy” z listopada 2004 r. zachęca się członków do wspierania działalności towarzystwa poprzez przekazanie biżuterii, ubezpieczeń, polis na życie, rachunków bankowych, akcji, obligacji, nieruchomości i testamentów. Trzy lata wcześniej podano, że zyski organizacji wyniosły milion dolarów.

Nowe osoby zawsze witane są serdecznie przez starszego zboru, który zgodnie z instrukcją ma za zadanie dopilnować, żeby porządkowi, a potem bracia i siostry potraktowali gościa tak, jakby znali się od dawna.

W podręczniku dla starszego („Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę”) autorzy radzą: „Takie szczere zainteresowanie przekona ich, że wśród ludu Jehowy panuje prawdziwa miłość. Poza tym wypełni to pustkę, jaka powstaje w ich życiu po odcięciu się od dotychczasowego towarzystwa i zrezygnowaniu z rozrywek światowych”.

Zgodnie z instrukcją zebranie powinno trwać 45 minut, nie licząc pieśni i modlitwy. W części szkoleniowej wyznaczone wcześniej osoby prezentują scenki rodzajowe: jedna z nich jest Świadkiem Jehowy, a druga odgrywa gospodarza. Mają na to pięć minut, bo o przekroczeniu czasu oznajmia sygnał. Na stołach wyłożone są czasopisma, które członkowie mają rozdawać na ulicach.

– Jesteśmy zachęcani, aby przy wręczaniu literatury pobierać dobrowolne datki – wyjaśnia Grzegorz. – Wielu braci wstydzi się jednak poprosić o pieniądze, więc płacą z własnej kieszeni.

W miesięcznym podsumowaniu głosiciele wpisują do kartoteki terenu m.in. liczbę rozniesionych gazet i godzin poświęconych głoszeniu. W raportach znajdą się nazwiska osób, które wpuściły głosicieli do domu, daty kolejnych spotkań i tematy, które je zainteresowały. Wpiszą też dane tych, wyzywających głosicieli od sekciarzy.W czasie wakacji rodzina Grzegorza wyjeżdża odpocząć, ale nie bierze na ten czas wolnego od Jehowy. Wielu Świadków tworzy w lecie grupy pionierskie, które głoszą Słowo Boże w terenie. Rodzina Grzegorza należy do jednej z 600 takich grup.

Pan Waldemar z koszalińskiego zboru patrzy z sentymentem na gości ze stolicy. Urodził się kilka kilometrów pod Warszawą.

– W 1954 roku wcielili mnie do tutejszego wojska i już zostałem. Nie byłem jeszcze wtedy w Świadkach – zaznacza. – Opuściłem rodzinę, ale znalazłem nową, dużo, dużo większą.

Grzegorz o mało nie przepłacił więzieniem odmowy odbycia służby wojskowej. Został z niej zwolniony po kilku miesiącach jako jedyny żywiciel rodziny. Sięgnął wtedy po raz pierwszy po Pismo Święte, które studiowała żona. Bracia natychmiast otoczyli Grzegorza bezgraniczną przyjaźnią. Godzinami rozmawiali o Bogu, życiu i braku pracy. Często zapraszali go z najbliższymi na obiady i kolacje. Jeden ze starszych w zborze zaproponował mu któregoś dnia etat w swojej firmie, dopóki nie znajdzie czegoś lepszego.

– Współbracia są najlepszymi pracownikami – przekonywał. – Jeszcze nigdy mnie nie okradli ani nie okłamali.

Większość z głosicieli stanowiły młode małżeństwa z dziećmi, więc Grzegorz szybko wskoczył w machinę wzajemnej pomocy. Kilkuletni Kubuś zostawał u przyszywanej cioci, gdy rodzice szli ze Słowem Bożym od drzwi do drzwi. Skończył się problem z ciągle za małymi ubraniami, które dostawali po starszych pociechach członków wspólnoty. Sami też przekazali zbędne im już rzeczy. Odwiedzali leciwych Świadków, robili im zakupy, organizowali zabawy i weekendowe wyjazdy za miasto.

W kilka miesięcy rodzina Grzegorza powiększyła się o prawie sto osób. Stracił za to rodziców, którzy o innym Bogu niż katolicki rozmawiać nie chcieli.

W czasie wakacji Grzegorz miał przystąpić do chrztu, ale w czerwcu został ponownie powołany do wojska, bo przepis o jedynym żywicielu przestał nagle obowiązywać. Nie skutkowały argumenty o przynależności do organizacji, która nie pozwala brać do ręki karabinu. Formalnie Grzegorz nie był jeszcze Świadkiem. Żandarmeria wojskowa przyjeżdżała do ich domu wielokrotnie.

– Dawali mu trzy minuty na spakowanie i straszyli aresztem. To była dla niego próba wiary – przekonuje żona Iwona. – Przesłuchiwali braci, którzy studiowali z mężem Pismo Święte, aż w końcu dali nam spokój.

Więzienie nie ominęło Krzysztofa Sobczaka z Opola. W 1987 roku dostał dwa lata, odsiedział 18 miesięcy. Nie ugiął się w czasie przesłuchań i procesu. Wierzył, że Jehowa tego właśnie od niego oczekuje.

Brat Krzysztof nie wiedział, że w latach 1977-80 Ciało Kierownicze aż sześć razy debatowało nad złagodzeniem zakazu odbywania służby wojskowej przez Świadków. Zawsze brakowało wymaganych dwóch trzecich głosów, żeby zmienić obowiązującą zasadę – podaje Raymond Franz, były członek Ciała, bratanek czwartego prezesa, wyrzucony z towarzystwa za podważanie prawd objawionych. W maju 1996 r. nastąpił przełom. Nowe światło zstąpiło na władze związku i „Strażnica” ogłosiła: „Gdzieniegdzie proponuje się służbę cywilną, która polega np. na wykonywaniu jakiejś pracy społecznie użytecznej. Oddany Bogu, ochrzczony chrześcijanin musi sam powziąć decyzję, kierując się sumieniem wyszkolonym na Biblii”.

W połowie lipca 2006 r. Sobczak uczestniczył w ogólnoświatowej kampanii osobistego zapraszania ludzi na otwarte kongresy zwołane pod hasłem „Wyzwolenie jest blisko!”. Akcja objęła 155 krajów. Na Stadion Śląski w Chorzowie przybyło 55 000 gości z Polski, Rosji, Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Kazachstanu i USA.

Lincoln dla proroka

W czasach, kiedy mężczyźni trafiali do więzień, funkcje zarządzających przejmowały kobiety. Zezwalała na to osobliwość sytuacji. Dziś w podręczniku „Zważajcie na samych siebie” zaleca się jednoznacznie: „Chociaż nasze siostry nigdy nie będą sługami pomocniczymi ani starszymi, to jednak im też trzeba pomagać w robieniu postępów”.

Zgodnie z obecną doktryną do płci żeńskiej należy opieka nad dziećmi i prowadzenie domu, co znaczy, że żadna kobieta nie trafi do nieba. Zostało ono dla nich zamknięte na zawsze, tak samo jak dla pozostałych szeregowych członków organizacji. Należą oni bowiem do „drugich owiec”, które będą zbawione do życia w nowym Królestwie Bożym, jakie powstanie na ziemi po Armagedonie, czyli wielkiej bitwie dobra ze złem. Zapanuje wtedy powszechna miłość, znikną na zawsze wojny i choroby, a dzikie zwierzęta razem z ludźmi będą żyć w wiecznym pokoju. W licznych publikacjach towarzystwa wieszczących krainę szczęśliwości lew ściska dmuchaną piłkę, a owca wymienia poglądy z panterą na temat wegetarianizmu.

Do nieba zaś pójdą tylko ci, którzy zrodzeni są z Ducha i razem z Jezusem panować mają nad ziemskimi owcami, piastując funkcje królów, sędziów i kapłanów.

Nie zawsze tak było. Ciało Kierownicze wielokrotnie otrzymywało nowe światło również na temat podziału i liczebności trzody. Do 1932 r. nauczano, że zbawieni podzieleni będą na cztery grupy, trzy lata później mówiono już o trzech: dwóch w niebie (pierwszej i drugiej kategorii) oraz jednej na ziemi, składającej się z ludzi innych wyznań, życzliwie usposobionych do Świadków.

Wykalkulowano wtedy, że pierwsza klasa niebiańska będzie liczyła 144 000 powołanych, zaś do drugorzędnej zakwalifikuje się dokładnie 411 840 000 osób. Razem z nimi do nieba mieli pójść święci ze Starego Testamentu, lecz po kilku latach odebrano im ten przywilej – teraz otrzymali przydział do Królestwa na Ziemi.

Po 1935r. wszyscy Świadkowie Jehowy zaliczeni dotychczas do kasty niebiańskiej zostali zdegradowani do klasy ziemskiej. Liczba miejsc w niebie zmniejszyła się ostatecznie do 144 000. Jedynie Ciało Kierownicze zaszeregowano do wybrańców rządzących z góry u boku Jezusa. Musieli tam jednak dotrzeć w określonym czasie z powodu kurczącej się co roku liczby miejsc.

Pierwszy prezes i założyciel towarzystwa Charles Taze Russell (rządził do 1916 r.) głosił, że kwalifikację do nieba zakończono w roku 1881. Jego następca Joseph Rutherford (1916-1942) przesunął tę granicę do 1925 r., aby i jego współpracownicy mieli szansę zasiąść u boku Chrystusa. Kolejni prezesi szli za przykładem poprzednika. Nabór zamykano w roku 1931, potem w 1935 i 1975 roku. „Strażnica” ze stycznia 2001 r. określa nową liczbę wakatów w niebie na 8661.

Ciało Kierownicze uznało arbitralnie, że skoro Jan Chrzciciel, Hiob i święci Starego Testamentu umarli przed śmiercią Jezusa, to w niebie miejsca dla nich nie będzie. „Nie mogą oni być nigdy cząstką niebieskiej klasy; nie mają nadziei nieba, ale Pan zachował dla nich coś dobrego. Mają oni zmartwychwstać jako doskonali ludzie i stanowić będą klasę książąt, czyli władców ziemi” – pisano w 1920 r.

Cztery lata później w „The Way to Paradise” („Droga do raju”) domniemywano, w jaki sposób książęta mają kontaktować się z ludźmi: „Z łatwością będą przekazywać instrukcje drogą radiową do każdego zakątka świata. Pomyślcie o Księciu Abrahamie, dającym ogólne wskazówki, wołającym «Uwaga!» i o wszystkich ludziach słuchających i słyszących każde jego słowo”.

W 1929 r. Świadkowie Jehowy z zebranych specjalnie na ten cel składek kupili ziemię w Kensington Heights w Kalifornii. Dotychczasowy właściciel zgodził się ją sprzedać za 10 dolarów. Na parceli powstał Dom Książąt (Bet--Sarim), w którym tymczasowo przebywał ówczesny prezes Rutherford, chorujący na płuca. W periodyku „Złoty Wiek” z 1931 roku wyjaśniono, że docelowo zamieszkają tu: były król izraelski Dawid, V sędzia Izraela Giedeon, przywódca wojskowy Samson, pogromca Ammonitów – Jefta, biblijny wielkorządca Egiptu Józef, prorok Samuel i inni wymienieni w rozdziale 11 Listu do Żydów.

Akt notarialny precyzował, że stowarzyszenie ma „zarządzać posiadłością do czasu, aż niektórzy lub wszyscy wspomniani mężowie staną się widzialnymi przedstawicielami Królestwa Bożego na ziemi”. Aby luksusowo wyposażony Dom Książąt nie trafił w ręce uzurpatorów, w dokumencie zastrzeżono: „Ktokolwiek rościłby prawo do powyższej nieruchomości, ma wpierw wylegitymować się przed urzędnikami wspomnianego Towarzystwa, że jest jedną z osób wymienionych w zacytowanym liście apostoła Pawła do Żydów”.

Przed nieruchomością parkowały dwa luksusowe samochody: lincoln i ford, które miały być początkiem logistycznego zaplecza starożytnych mędrców.

Kolejny prezes towarzystwa sprzedał dom w 1948 roku, wyjaśniając braciom, że „całkowicie spełnił on swą rolę i teraz służy tylko jako obiekt pamiątkowy, którego utrzymanie jest dość kosztowne. Nasza wiara w powrót mężów z dawnych czasów, których Król Chrystus Jezus ustanowił książętami na całej ziemi (a nie tylko w Kalifornii), opiera się nie na domu Bet-Sarim, lecz na obietnicach ze Słowa Bożego”. Autor: Agnieszka Malik

    CIĄG DALSZY

(Czytaj dalej)



 
Image
 
Image
Profesjonalne statystyki www