Reportaż arrow swiadkowie-jehowy arrow Aniołowie śmierci


Aniołowie śmierci


Image

Grzegorz też otarł się o wykluczenie. Stanął przed sądem, był przesłuchiwany, a potem jeszcze przez kilka dni trzaskał z wściekłością drzwiami. Nie byłoby tego poniżenia, gdyby syn Kuba nie szukał w kurtce ojca kluczy do piwnicy. Znalazł w połowie wypaloną paczkę papierosów.

– Było mi przykro, że tato zbłądził – mówi chłopak. – Modliłem się za niego, ale strach narastał. Powiedziałem w końcu o tym mamie.

Iwona poradziła się swojego ojca, który należał do zborowej starszyzny. Ten nakazał objąć zięcia nadzorem rodzinnym. Kontrola polegała głównie na obwąchiwaniu Grzegorza i przetrząsaniu mu kieszeni. Gdy okazało się, że nadal po kryjomu pali, kobieta zawiadomiła wspólnotę. Machina wymiaru sprawiedliwości ruszyła.

Do ich mieszkania zapukało dwóch starszych, którzy zaprosili Grzegorza na spotkanie z komitetem sądowniczym. Przed rozprawą przewodniczący zaintonował modlitwę. Nie trzeba było przesłuchiwać regulaminowo dwóch świadków, ponieważ oskarżony przyznał się do winy. Okazał szczerą skruchę, która warunkuje pozostanie w zborze. Odpowiedział na wszystkie pytania, nawet te intymne, niemające nic wspólnego z paleniem. Wrócił do domu z napomnieniem i zakazem pełnienia funkcji sługi pomocniczego.

– Jak mogłaś na mnie donieść? – krzyczał do żony. – Zrujnowałabyś naszą rodzinę, gdyby mnie wywalono. vPodczas najbliższego zebrania komitet sądowniczy powiadomił zbór o grzechu Grzegorza. Setki oczu spojrzały na niego z wyrzutem. Niektórzy tego nie wytrzymują, ale przecież trudno się ukryć przed Jehową. „Gdyby brat napominany niedawno przez komitet sądowniczy wyprowadził się na teren innego zboru, trzeba powiadomić tamtejszych starszych o wszystkich nałożonych na niego ograniczeniach” – informuje podręcznik.

Komitet sądowniczy zajmuje się m.in. sprawcami wypadków samochodowych, bałwochwalcami posiadającymi w domu figury świętych oraz wyznawcami, którzy utrzymują kontakty z innowiercami. Małżonkowie muszą kontrolować swoje zachowania w sypialni, bo nie każda ich fantazja podoba się Ciału Kierowniczemu. Do rozpusty zalicza się m.in. stosunki oralne i analne lub wzajemne drażnienie narządów płciowych przez osoby niezwiązane małżeństwem lub będące tej samej płci. Mniejszym grzechem jest zamierzone dotykanie przez nich narządów płciowych lub piersi, choć do rozstrzygnięć w takich przypadkach nie trzeba powoływać komitetu sądowniczego. Wystarczy, że zajmie się tym jeden lub dwóch starszych. Jedynym powodem uzyskania legalnego rozwodu wśród Świadków Jehowy jest cudzołóstwo. Wszystko inne można załatwić skruchą.

Iwona doskonale pamiętała, jak syn Kuba przyprowadził po raz pierwszy do domu koleżankę z klasy. Zaprzyjaźniła się z Małgosią, mimo że dziewczyna nie chciała słuchać biblijnych prawd. Pochodziła z rodziny mocno wierzących katolików, którzy w dodatku regularnie praktykowali. Kiedyś Iwona przyłapała młodych na pocałunkach, więc natychmiast poszła po radę do zboru.

Starszy poinformował ją, że poślubienie niewierzącego jest sprzeczne z zasadami biblijnymi, a Jakub miał niedługo przyjąć chrzest i pójść drogą awansu. W wypadku ślubu z Małgosią „zostałby pozbawiony wszystkich piastowanych specjalnych przywilejów”. Kara spotkałaby również jego rodziców, albowiem instrukcja mówi: „Jeżeli ojciec, który jest starszym, sługą pomocniczym lub pionierem zachęca do takiego małżeństwa, zezwala na nie lub wyraża cichą aprobatę, stawia to pod znakiem zapytania jego przydatność. Dotyczy to także matki, która jest pionierką”.

Po rodzinnej naradzie chłopak odłożył pierwszą miłość do archiwum spraw zamkniętych.

Bohater z okładki

W 1987 roku na Oddziale Intensywnej Terapii Szpitala Wojewódzkiego w Rzeszowie umierał na zapalenie opon mózgowych kilkuletni Jeremiasz. Ojciec nie pozwolił przetoczyć chłopcu krwi, ponieważ byłoby to sprzeczne z zasadami Świadków Jehowy. Zgodził się jedynie, żeby chłopcu podano preparaty krwiopochodne, ale to nie powstrzymało śmierci.

W lipcu tego samego roku 13-letniego Alfreda z Radomia pokonał nowotwór. Rodzice nie zgodzili się na transfuzję krwi.

W październiku 1999 r. 5-letnia Noemi, córka Beaty S., zmarła w wyniku decyzji matki. Dziewczynka chorowała na niewydolność nerek i mimo zalecanej transfuzji kobieta wypisała ją z Kliniki Nefrologii AM we Wrocławiu. Mała przeżyła w domu tylko kilka dni.

Gdyby te dzieci urodziły się przed wprowadzeniem zakazu przyjmowania krwi, objawionym Ciału Kierowniczemu w 1945 roku, mogłyby żyć nadal. „Nowy Dzień” z 1936 r. informował bowiem triumfalnie: „Transfuzja krwi jest dzisiaj już w codziennym użyciu. Jest to wynalazek mogący oddać ludzkości wielkie usługi. Krew jednego zmarłego może ratować życie kilkunastu umierającym. Ten jedynie wzgląd powinien już przekonać wszystkich do tego rodzaju operacji, która w istocie swojej nie ma nic zdrożnego”.

Z okładki wydanego w listopadzie 1991 r. miesięcznika „Przebudźcie się!” spogląda sympatyczny blondynek. Wyndham Cook z Republiki Południowej Afryki jest jednym z tysiąca młodocianych bohaterów Świadków Jehowy, choć nie posiadał żadnych specjalnych talentów ani mocy. Oddał jednak życie za wiarę. Dziś miałby 30 lat. Cierpiał na żylaki przełyku i hemofilię, ciągłe krwotoki wewnętrzne obniżały poziom hemoglobiny we krwi. Mimo że groziło mu niedotlenienie, nie chciał się zgodzić na „spożywanie krwi”, ponieważ był pionierem pomocniczym i mógł stracić w jednej sekundzie przyjaciół oraz rodzinę jako wykluczony.

„Przyjmujący transfuzję krwi musi być wytępiony spośród ludu Bożego przez wyłączenie” – grzmiała „Strażnica” z 1961 roku, rozpoczynając erę wyrzucania ze zborów tych, którzy chcieli w zdrowiu doczekać Królestwa Bożego.

Sześć lat później „Strażnica” uznała, że jest to uczynek tak samo bezecny jak ludożerstwo: „Wyobraź sobie, że miałbyś jeść ciało innego człowieka! Okropność! A czy picie krwi ludzkiej jest mniej okropne? Czy coś w tym zmienia fakt, że nie przyjmuje się jej przez usta, lecz wprowadza do ciała bezpośrednio przez żyły? W żadnym wypadku!”.

W latach 1967-80 kanibalizmem nazywano też przeszczepy narządów, czego dziś nie ma już na liście przewinień braci i sióstr w wierze.

Rodzina Wyndhama nie miała zapewne pojęcia, że dwa procent Świadków Jehowy chorych na hemofilię zwracało się z prośbą do Biura Głównego towarzystwa o udzielenie zgody na przyjęcie zastrzyku z frakcji krwi. Zawsze ją otrzymywali, choć tylko na jednokrotną iniekcję. W 1979 r. zmieniono niepisane wytyczne, pozwalając ratować tą metodą życie chorych na hemofilię już bez ograniczeń. „Strażnica” przyzwoliła też na przełykanie krwi wypływającej ze zranionych dziąseł. Równocześnie ogłosiła spis wędlin i kiełbas, które są zakazane dla wyznawców z powodu śladowej zawartości krwi.

W 2000 r. wystosowano tajny list „Do wszystkich nadzorców podróżujących”, prosząc ich, aby poinformować starszych o zmianach – przestano wykluczać bezwarunkowo osoby, która okazują szczery żal po transfuzji, odbierając im tylko przez jakiś czas przywileje w zborze. Wobec nieskruszonych zastosowano zgrabny eufemizm: „W ten sposób osoba sama decyduje się odłączyć od zboru. Swoim postępowaniem dowiodła, że nie chce być Świadkiem Jehowy.”

Prawdziwą cezurą stał się dzień 15 czerwca 2004 r. Ciało Kierownicze otrzymało wówczas jeszcze jaśniejsze światło niż dotąd, po czym opublikowało najnowsze „Stanowisko w sprawie krwi”. Odtąd zabronione jest nadal przyjmowanie czerwonych ciałek, białych, płytkowych i osocza, ale wszystkie frakcje otrzymywane z podstawowych składników krwi są już dopuszczalne. Można też uzupełniać ubytek hemoglobiny, przez której niedobór umierało wcześniej wielu braci i sióstr.

Żadnej krwi

Cmentarz w Wąsicach koło Kluczborka dzieli od centrum wsi kilka kilometrów. Wśród kilkudziesięciu katolickich mogił łatwo znaleźć grób Świadków Jehowy. Wyróżnia go poprawna schludność i brak krzyża. Pod marmurową płytą spoczywa 18-letnia Magdalena Bułat, a obok niej 24-letnia siostra Sylwia. Umarły dwa dni po sobie – Sylwia natychmiast i bez cierpienia, Magda – odchodząc świadomie przez wiele godzin.

Sołtys dobrze pamięta jak Bułatowie chrzcili w miejscowym kościele swoje dzieci i jak dziewczynki przystępowały do pierwszej komunii. A potem coś im się religijnie odmieniło. Mimo że rodzina należy do zboru Świadków, w ubiegłym roku coś pękło w Teodorze, ojcu zmarłych. Przed dniem Wszystkich Świętych poszedł jak za dawnych lat posprzątać ze wszystkimi miejscowy cmentarz.

Na początku czerwca 2002 roku dziewczyny miały głowy pełne wakacyjnych planów.

– Jechały razem z bratem Tomaszem do Wołczyna na zebranie zboru – mówią sąsiedzi.

W Markotowie Małym, pięć kilometrów od celu, 23-letni Tomasz docisnął pedał gazu poloneza, żeby nie spóźnić się na spotkanie. Padał deszcz. Auto wypadło z zakrętu prosto pod jadący z naprzeciwka samochód. W jednej sekundzie zginęła 43-letnia pasażerka audi, która jechała z 20-letnim synem do Opola, oraz Sylwia, starsza córka Bułatów.

Magda ani na chwilę nie straciła przytomności. Kilkadziesiąt minut spędziła uwięziona w metalowej puszce, która niczym nie przypominała kształtu samochodu. Widać Bóg chciał, żeby żyła.

Zanim karetka dowiozła ją do szpitala, straciła cztery litry krwi, która odpływała ze zmiażdżonych nóg, połamanej miednicy, uszkodzonych narządów wewnętrznych.

O godzinie 18 pielęgniarka szpitala w Kluczborku usłyszała jak pacjentka powtarza niczym mantrę dwa słowa: żadnej krwi, żadnej krwi.

Dziewczyna umierała, lekarze przeklinali swoją niemoc, a pielęgniarki namawiały rodzinę Magdy do zmiany kategorycznego stanowiska. Niespodziewanie na oddział przybyło dwóch braci z Komitetu Łączności ze Szpitalami. Pojawiają się zawsze wtedy, gdy trzeba działać radykalnie. Wyglądają niczym Aniołowie Śmierci – odziani w czarne garnitury, w dłoniach dzierżą Biblię. Natychmiast podjęli rozmowy z personelem medycznym w trosce o to, by wola Magdy nie została złamana.

W tym samym czasie do historii choroby dziewczyny wpięto karteczkę z pracowni serologicznej „Grupa krwi B, Rh dodatni”. Torebka czerwonego płynu z tym samym oznakowaniem czekała w lodówce. Magdzie podawano dożylnie substancję przyśpieszającą produkcję czerwonych krwinek, ale przy tak dużym ich ubytku stan pacjentki ciągle się pogarszał.

Pielęgniarka Gabriela Kiedrzyn przesiedziała przy łóżku dziewczyny całą noc. Przed sądem zezna, o czym rozmawiały.
– Chcesz, Madziu, umrzeć? – pytała
– Nie chcę, ale krwi też nie przetoczę.
O świcie można już było tylko liczyć na cud.
– Madziu, ty naprawdę umierasz – kobieta nie kryła prawdy.
– To jest moja droga do zbawienia.

8 czerwca o 6.43 Magda odeszła cicho, zasypiając i pewnie marząc o Nowym Świecie, do którego niedługo zostanie wskrzeszona. Specjalista medycyny sądowej lek. Andrzej Jastrzębski napisze później w ekspertyzie: „W takich przypadkach jednym z leków ratujących życie jest przede wszystkim przetoczenie krwi. Brak zgody na zastosowanie tego najważniejszego z leków odebrał szansę lekarzom na ratowanie życia”.

Tomasz B. został skazany na trzy lata więzienia za nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Biegli orzekli, że w chwili wypadku prowadzony przez niego polonez jechał z prędkością 83 km na godzinę, mimo obowiązkowego ograniczenia szybkości. Dziewięć miesięcy po pogrzebie sióstr Tomaszowi urodził się syn Adam. Jego dziewczyna zamieszkała z dzieckiem u swoich rodziców. Do dziś nie zalegalizowali związku, mimo że Tomasz odsiedział karę.

Z organizacji został jednak wykluczony za spowodowanie wypadku, a nie życie w grzechu, którego nie akceptują Świadkowie.

Autor: Agnieszka Malik

    CIĄG DALSZY

(Czytaj dalej)



 
Image
 
Image
Profesjonalne statystyki www