Reportaż arrow Sejm IV kadencji arrow Poproszę dwa firaki


Poproszę dwa firaki




Napoje wyskokowe nie tylko ożywiają życie towarzyskie posłów. Uskrzydlają także pojedynczo. Słynny „porucznik Borewicz”, czyli Bronisław Cieślak, mknął na „podwójnym gazie”, w dodatku pod prąd, ulicami Krakowa (III kadencja). Po Łodzi – też „pod wpływem” – grasowała posłanka PO, Iwona Śledzińska-Katarasińska (IV kadencja). Nikt jednak na razie nie przebił fantazji senatora Henryka Czarneckiego który wraz z 1,8 promila alkoholu we krwi pędził samochodem z przyczepionym do zderzaka … policjantem. Potem senator całą sprawę komentował porzekadłem: - „Kto pije i płaci honoru nie traci”.

Problemy z drogówką miał też Jerzy Pękała, jeden z najbogatszych i najmniej wykształconych (absolwent zawodówki) posłów ubiegłej kadencji. Jedyne, co w głowie posła było na pewno, to wiedza, że jako posiadacz immunitetu może odmówić dmuchania w balonik. Funkcjonariusze utrzymywali, że na trzeźwego nie wyglądał, ale dowodów nie mogli zebrać. Pękała miał już na swoim koncie (oprócz majątku na 2 mln zł) naganę od swojego szefa Andrzeja Leppera, za „picie wódy i chodzenie po Sejmie z rozpiętym rozporkiem”. Alkohol w zadziwiający sposób wpływa także na zdolności językowe niektórych posłów. Po wypiciu kilku głębszych poseł Tomasz Mamiński (SLD, szef Krajowej Partii Emerytów i Rencistów), gdy w sejmowej restauracji usłyszał dziennikarza austriackiego mówiącego po niemiecku, zaczął wykrzykiwać „Heil Hitler”. Z kolei poseł Samoobrony Marian Curyło (IV kadencja) w podobnym stanie przemawiał na trybunie … po arabsku. Tak przynajmniej mu się wydawało: „Panie Marszałku! Panie premierze! Pozwól, że pozdrowię pana w języku arabskim: Salam malejko”…

Sejmowa mównica nieraz już musiała podpierać pijanych posłów. Najczęściej rola ulicznej latarni przypada trybunie podczas nocnych debat, niekiedy jednak podczas porannych głosowań niektórzy nie mogą trafić palcem w przycisk.

Do mównicy nawet nie dotarł poseł Witold Firak (SLD, IV kadencja)), który miał uzasadniać wniosek o pozbawienie Andrzeja Leppera immunitetu. Zamroczony zapomniał, że jest posłem sprawozdawcą i … zniknął tuż przed otworzeniem tego punktu obrad przez marszałka. W przeciwieństwie jednak do swoich kolegów trafił do skarbnicy językowej. Jego imieniem nazwano drinki „firakołki” oraz piwo (w zależności od mocy) Firak Strong, Firak Light lub Firak bezalkoholowy. Stał się też – co jest pewną sztuką – bohaterem licznych dowcipów. „Poproszę dwa firaki, ale lighty, bo idę przemawiać”. „Jaka jest dyscyplina rozgrywana w zawodach im. posła Firaka? Sztafeta 4x100 bez popitki.” „Na salę obrad wtacza się podpity poseł. – Panie marszałku, czy pijany poseł może głosować? – pyta chwiejąc się na nogach. – Może – niechętnie przyznaje marszałek. – Chłopaki, wnoście Firaka!”

Rzadko się zdarza, by wybraniec narodu przyznał się do upodobania do alkoholu. Najczęstszą wymówką jest … intryga przeciwników politycznych. Podaniem tajemniczego specyfiku, po którym poseł zachowuje się „jakby pił”, tłumaczono posła Gabriela Janowskiego, który podczas konferencji prasowej nagle zaczął skakać, głośno odliczać i całować mężczyzn po rękach. Tezę o spisku („ktoś chce mnie zniszczyć”) powtarzał również poseł Tadeusz Urban. Koniecznością kupienia choinki na Wigilię zasłaniał się „07 zgłoś się”. Poseł Mamiński zaś utrzymywał, że nie wykrzykiwał „Heil Hitler”, tylko dyskutował o faszyzacji życia społecznego. Janusz Malinowski (SLD) przekonywał policjantów, że jego 1,3 promila alkoholu we krwi to efekt wypicia lekarstwa zawierającego spirytus. A poseł Alfred Owoc wyciągnięty przez drogówkę z samochodu tłumaczył, że woń alkoholu, jaka się wokół niego roztacza pochodzi ze … spryskiwacza do szyb.

Pocieszające jest, że przyzwolenie na alkoholowe ekscesy wśród posłów zmniejsza się. Nie do pomyślenia jest, by nawet najbardziej wstawiony polityk powtórzył wyczyn Leszka Zielińskiego, który w 1997 roku będąc pod wpływem zaczął ... dusić policjanta z drogówki. Zanim założono mu kajdanki zdążył jeszcze skopać drugiego funkcjonariusza.

Pierwsze pół roku sejmu obecnej kadencji nie przyniosło większych skandali z powodu zamroczenia „procentami”. Może poza jednym… W czasie majowej pielgrzymki Benedykta XVI, sejm z pełną powagą uchwalił zakaz sprzedaży alkoholu w miejscowościach, w których przebywał papież. Wszędzie, z wyjątkiem … sejmu.

Jak koń owies

Jak w każdym biurze, także i w Sejmie zdarzają się romanse. Przebiegają one w strukturze poziomej (wewnątrz lub międzyklubowe) oraz pionowej (wyższy w hierarchii poseł ze stojącą niżej np. asystentką).

W 1992 roku w kuluarach parlamentu przechadza się tajemnicza blondynka. Lazurowe oczy i namiętne usta kryje cień wielkiego kapelusza. Seksownie rozpięta marynarka, a pod nią nic, lub bardzo niewiele. To hrabianka Anastazja Potocka, Dziennikarka, korespondentka zagranicznej prasy! Znajomość z Anastazją Potocką wydawała się siermiężnym jeszcze wówczas posłom szansą na otarcie o wielki świat. I to w jak ponętnych kształtach. Otwierają się więc przed nią poselskie serca, portfele, a także hotelowe pokoiki. Piekło rozpętało się, gdy rozrywkowa piękność w rzeczywistości nosząca nazwisko Domaros opublikowała swoje „Erotyczne immunitety”. Czegoś takiego elektorat nie mógł przeczytać w ulotkach wyborczych. „Weź się za tego skurwysyna. Zaczęłam się śmiać. (...) uderzył mnie w twarz. Mocno. Głowa odskoczyła mi do tyłu (...). Złapał mnie za rękę i pociągnął do sypialni" – pisała w pierwszych zdaniach książki, wymieniając swych brutalnych i ciapowatych kochanków z nazwiska. Większość polityków wyparła się aż tak bliskich kontaktów z Anastazją P.

Obnoszono się natomiast z romansami, które mogły prowadzić do ołtarza. W klubie parlamentarnym PiS taka przykładna miłość rozkwitła w czasie kadencji, znalazła swój finał w urzędzie stanu cywilnego łącząc Jacka Sauka i Elżbietę Więcławską. W familijnej aurze ślubnej aż w oczy kuła samotność posła Zbigniewa Ziobro z tej samej partii. Stale nagabywany, dlaczego jeszcze jest kawalerem, wyznał w końcu dziennikarzom, że poważnie szuka żony. Siła rażenia tej informacji okazała się zdumiewająca – odzew był tak duży, że Zbigniew Ziobro przez całe wakacje mógł nie robić niczego innego, jak tylko wybierać i przebierać w kandydatkach na ministrową.

Sejmowi plotkarze przez pewien czas z posłem Ziobro łączyli jego koleżankę z komisji śledczej posłankę Anitę Błochowiak. (SLD) To mógłby być związek równie ekscytujący i niekonwencjonalny - oczywiście politycznie - jak niegdysiejsza przyjaźń Michała Kamińskiego z ZChN i Sylwii Pusz z SLD.

Niestety, te swaty są już spalone. Anita Błochowiak ogłosiła, że męża nie szuka, a już zwłaszcza na jej przychylność nie ma szans Zbigniew Ziobro. - „Nie wytrzymałabym z tak upierdliwym mężczyzną – wyjaśniła w miesięczniku VIP powody swojej awersji gwiazda SLD, której obłe kształty, lekko tylko przykryte ręcznikiem (zaraz po wyjściu z sejmowego basenu) prezentowało wiele gazet. Zdarzają się też miłosne dramaty. Problemy sercowe miał jeden z liderów PSL. Zakochał się na zabój i wyprowadził z domu, by zamieszkać z ukochaną. Koledzy z klubu byli tak zbulwersowani, że głównodowodzący trafił na dywanik i musiał wysłuchać moralizatorskich pouczeń.

Tylko raz zdarzyło się, że poseł sam zrezygnował z mandatu poselskiego, bo w tle była kobieta. Na taki czyn zdobył się poseł PiS – czołowy konserwatysta młodego pokolenia, który publicznie głosił potrzebę czystości małżeńskiej. Na boku zaś cieszył się życiem i asystentką. Sprawa wyszła na światło dzienne, gdy poseł został szczęśliwym, acz pozamałżeńskim, ojcem.

W polskim parlamencie nie było wprawdzie „afery rozporkowej” na miarę Białego Domu, ale – jak mówią niektórzy – jacy posłowie, takie skandale. Podróbką amerykańskiej „Zip gate” jest osadzenie w areszcie byłego (Sejm uchylił mu immunitet) posła Samoobrony Stanisława Łyżwińskiego oskarżonego m. in. o wielokrotne wykorzystanie seksualne kilku kobiet w zamian za obietnicę dania im pracy.

O chęć nawiązania pozaparlamentarnych stosunków został też oskarżony poseł Samoobrony, Tadeusz Borczyk. Sprawa miała miejsce w pewnym zajeździe, w okręgu wyborczym polityka. Relacje świadków i asystentki Honoraty L. oraz posła są diametralnie różne. Pierwszy zobaczył, jak Borczyk rzucił się na dziewczynę powalając ją na ziemię. Honorata L. tłumaczyła, że poseł nalegał na sex-randkę, a gdy odmówiła – oberwała. Poseł wyjaśniał z kolei, że asystentka nie chciała oddać kluczyków od samochodu, więc odebrał je siłą. Prawdziwy szok wywołała jednak inna działaczka Samoobrony – Renata Beger. W rozmowach kuluarowych słynęła ze śmiałych, nawiązujących do seksu, wypowiedzi np., że w Sejmie najbardziej brakuje jej witaminy „CH...”. Przez długi czas były to jednak żarty wypowiadane do koleżanek. Pewnego dnia do posłanki zgłosiła się dziennikarka Super Expressu i ku swej radości usłyszała najbardziej zdumiewające oświadczenie polskiego polityka: „Lubię seks jak koń owies”, a w oczach mam „kurwiki”.

Czy zdominowany przez prawicę sejm będzie obfitował w seks-skandale? Oczywiście nie powinien. Jak się okazuje, nie chodzi tu tylko o morale, ale także o możliwości. Pierwszy seksuolog kraju – prof. Lew Starowicz – zdemaskował posłów już kilka miesięcy po rozpoczęciu V kadencji sejmu. Otóż, politycy ponoć tłumnie zaczęli szturmować gabinety lekarskie prosząc o wypisanie ... viagry.

xxxx

W 1989 roku Bronisław Geremek mówił, że sejm to tylko teatr marionetek. Solidarnościowy zaciąg szedł na Wiejską pełen nadziei, że to się zmieni, posłowie tworzący prawo będą cieszyli się poważaniem. Sejm kontraktowy miał być pierwszym krokiem w tę stronę. Walczący z piętnem sejmu PRL-owskiego, ustawianego, niemego, nieoczekiwanie stał się wzorcem politycznej dyskusji, kompromisu i wspólnej pracy. - Był najlepszy w ciągu ostatnich 15 lat. Wszyscy, z lewej i prawej strony sali obrad, mieli poczucie wyjątkowej misji, byli przekonani, że od każdej podniesionej do góry ręki zależy los państwa.– mówiła po latach posłanka Grażyna Staniszewska, która w parlamencie zasiada od 1989 roku. Dziś reprezentuje Polskę w Brukseli.

Nadzieje, wiązane z odrodzonym, prawdziwie demokratycznym sejmem rozpłynęły się gdzieś wraz z kolejnymi skandalami i aferami. Dziś, jeśli porównywać obie Izby do teatru, to tylko takiego, który wystawia tragifarsę.

Joanna Tańska




 
Image
 
Image
Profesjonalne statystyki www