Spuszczeni z plakatów

My, dziennikarze widzimy w ławach poselskich całkiem inne twarze, niż te z kampanii wyborczej. Tylko nazwiska się zgadzają.
Dziś remanent sprawozdawców parlamentarnych przed nowym otwarciem na Wiejskiej.
(Czytaj dalej)
|
|
Sekretne schody
Sprawozdawcy sejmowi nie mają problemów z rozpoznaniem posła-debiutanta. Zwykle błąka się z niepewną miną i stertą papierów pod pachą w poszukiwaniu odpowiedniej komisji. Parlamentu trzeba uczyć się nawet kilka tygodni.
(Czytaj dalej)
|
|
Poranne głosowania
Poranne głosowania, to jedyna skuteczna metoda na ściągnięcie wszystkich na salę. Gdy tak siedzą razem, niejeden sprawozdawca łapie się na myśli, że połowa po czterech latach odejdzie i nikt nie zapamięta nawet ich nazwisk. Poseł Andrzej Sielańczyk z UPR stwierdził kiedyś, że tylko 120 posłów wie, po co dostali mandat na Wiejską. A Janusz Piechociński (PSL) podzielił kolegów na trzy kategorie: liderów robiących politykę i pokazujących się w mediach (dziś mówi się o nich fighterzy), za nimi drepczą cicho tzw. konie pociągowe legislacji. Resztę stanowią wypełniacze.
(Czytaj dalej)
|
|
Media urwane ze smyczy
Język spod budki z piwem wkradł się nie tylko do polityki. Także media się nim posługują. Bo zmieniły się relacje dziennikarz – poseł. Coraz częściej to nie polityk cenzuruje dziennikarza, ale dziennikarz polityka. Wyciąga na światło dzienne jego słabości i wystawia mu ocenę. Chwali, lub gani w rankingach. Grozi palcem, lub poucza. Dystans, jaki wcześniej dzielił sprawozdawcę, komentatora od polityka, skurczył się na odległość wyciągniętej dłoni. Politycy, chcąc ugrać swoje – chętnie spoufalają się z najważniejszymi dziennikarzami. Klepnięcie ich po plecach, to jak pasowanie na rycerza. Pozycję żurnalisty zaczyna określać liczba posłów, z którymi jest na ty, bo było się na wspólnej imprezie. Korzyści są obopólne – dziennikarz zdobywa newsa, polityk wpływa na to (jeśli dziennikarz godzi się być tubą), co ukazuje się w mediach.
(Czytaj dalej)
|
|
Poproszę dwa firaki
Napoje wyskokowe nie tylko ożywiają życie towarzyskie posłów. Uskrzydlają także pojedynczo. Słynny „porucznik Borewicz”, czyli Bronisław Cieślak, mknął na „podwójnym gazie”, w dodatku pod prąd, ulicami Krakowa (III kadencja). Po Łodzi – też „pod wpływem” – grasowała posłanka PO, Iwona Śledzińska-Katarasińska (IV kadencja). Nikt jednak na razie nie przebił fantazji senatora Henryka Czarneckiego który wraz z 1,8 promila alkoholu we krwi pędził samochodem z przyczepionym do zderzaka … policjantem. Potem senator całą sprawę komentował porzekadłem: - „Kto pije i płaci honoru nie traci”.
(Czytaj dalej)
|
|
|